czwartek, 28 czerwca 2018

"Trzy razy ty" Federico Moccia

Kontynuacja bestsellerowej powieści "Trzy metry nad niebem".

Co stało się z tym skłóconym z całym światem chłopakiem, z zabijaką, który spędzał popołudnia na placu z przyjaciółmi, a wieczory na jeździe motorem? Czasami Stepowi wydaje się, że tamto życie należy do kogoś innego. Dziś jest kimś zupełnie innym, człowiekiem sukcesu, telewizyjnym producentem i wkrótce będzie się żenić. Jego wybranką jest Gin, kobieta łagodna, piękna, czuła, idealna. Wybaczyła mu zdradę sprzed sześciu lat. Zdradę z Babi, jego pierwszą niezapomnianą miłością. Od tamtej pory Babi i Step się nie widzieli, ale oto ona ponownie wkracza w jego życie z siłą tornada, wyjawiając mu skrywany przez lata sekret. Step jest zmuszony przeanalizować swoje wybory, upewnić się, co do słuszności podjętych decyzji oraz postawić sobie niewygodne pytania. Czy naprawdę jest szczęśliwy z Gin? Czy Babi jest jedynie wspomnieniem czy też ogniem, którego nikt ani nic nigdy nie będzie w stanie ugasić?








W "Trzech metrach nad niebem" Babi złamała mu serce. W "Tylko ciebie chcę" Gin nauczyła go kochać na nowo. W "Trzy razy ty" Step staje na rozstaju dróg...

Jak skończy się historia Babi, Stepa i Gin?


No właśnie.. jak się skończy? Nie wyjawię Wam tego sekretu, jednak zakończenie całej tej historii mnie i zaskoczyło i było przewidywalne. Nie wierzycie? To niemożliwe? A jednak- musicie sami sięgnąć po tę książkę i się o tym przekonać. 


Swoją przygodę ze Stepem i Babi... oraz Gin rozpoczęłam od filmu (ale tej hiszpańskiej wersji). Ujął mnie on tak bardzo, że postanowiłam przeczytać jego papierową wersję. Książka troszkę różni się od filmu, co nie jest niczym nowym, jednak związana już z bohaterami, czytając, nie mogłam się nie wzruszać razem z nimi i przeżywać, tego co oni. 


Jestem szczerze zaskoczona, skąd ta słaba ocena lektury. Chociaż zauważyłam tę tendencję, że książki naprawdę dobre i przyjemnie są tak średnio doceniane. 

Co prawda według mnie styl pana Federica jest troszkę chaotyczny i często mnie irytował, gdyż jego szybko potrafi skoczyć z jednego wątku do drugiego, to jest on prosty i rozumiany. 

Narracja jest prowadzona głównie przez Stepa i dzięki temu można dostrzec jego przemianę. Jest to niewiarygodne, że z takiego chuligana i zbója, wyrósł tak dojrzały i porządny mężczyzna. W dodatku znalazł on pracę, w której spełnia siebie i odnosi sukcesy. A u jego boku jest kobieta, którą kocha i z którą zamierza ułożyć sobie życie. 

Można by powiedzieć, że wszystko zmierza ku dobremu. Czy na pewno ? W pewnym momencie wracają do niego wspomnienia, błędy popełnione w przeszłości i miłość jego życia. A może pierwsza miłość, o której już zapomniał. 
I tu nagle Step zbacza z drogi, która wiedzie go ku spokojnej przyszłości z Gin. Nagle zaczyna popełniać kolejne błędy, których obiecał już nie popełnić. 

Czy Step jest szczęśliwy z Gin? A może szczęście znajdzie u boku z Babi ? 


By to wiedzieć zachęcam do przeczytania tej części, a osoby które nie czytały serii polecam im, jak najszybciej po nią sięgnąć. A jest po co, bo ostatnia część to grube tomisko, zawierające około 800 stron. Ale to przecież czysta przyjemność dla mola książkowego ;) 


Trzy razy ty to zakończenie, które w pełni mnie satysfakcjonuje. Dostałam właśnie takie, na jakie czekałam - z happy endem pary, której kibicowałam. Może nie wszystko potoczyło się zgodnie z moimi oczekiwaniami, jednak ostatnią stronę przewracałam z uśmiechem na twarzy. Bardzo miło będę wspominać historię tej zakochanej pary i myślę, że nie raz do niej wrócę.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję bardzo wydawnictwu Muza !

poniedziałek, 4 czerwca 2018

"Spętani przeznaczeniem" Veronica Roth

Ona – zabija dotykiem, on – jako jedyny jest na ten dotyk odporny.
Spętani przeznaczeniem to pełna niezwykłych wyobrażeń historia o nadziei, walce i miłości, rozgrywana w kosmicznym uniwersum.

Akos – syn podbitego narodu, jest sługą przeznaczonym księżniczce panującej nacji – Cyrze. Życiem dwojga od narodzin rządzi przeznaczenie, narzucone przez wyrocznie. Raz wypowiedziany los staje się nieodwracalny, a nad rodzącą się miłością ciąży fatum śmierci. W walczący o równowagę świat wkraczają dawne demony. Tyran – ojciec Cyry uważany za martwego – powraca z kosmicznej wędrówki, by zniszczyć życie mieszkańców planety Thuhve.




Gdy dostałam swój egzemplarz od wydawnictwa, szybko wypożyczyłam pierwszą część, by być na bieżąco z wydarzeniami w książce. Przyznaję się, że gdy zobaczyłam w księgarniach Naznaczonych śmiercią, jakoś nie skusiłam się na kupno i nie ciągnęło mnie do zapoznania się z nową historią pani Roth. Jednak, gdy dostajesz drugą część książki, to raczej jest pewne, że zmusisz się do przeczytania pierwszej, nawet kiedy jest to najnudniejsza historia jaką czytałeś. Z trudem przebrnęłam przez pierwszą część- przyznaję się bez bicia. Natomiast jeśli chodzi o drugą część, tą nową - Spętani przeznaczeniem - to według mnie była to dobra kontynuacja. Naprawdę dobra. 

USA Today napisało „Ta seria ma rozmach Gwiezdnych Wojen, intryg Gry o Tron oraz romansu Romea i Julii. Pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji książka Roth sprawia, że ta powieść jest obowiązkowa” Nie zgadzam się z tym. Może nie w 100%, bo akurat można znaleźć w tej książce dużo zwrotów akcji, co mi się bardzo podobało i momentami byłam zaskoczona, jednak porównywanie takiej młodzieżówki do legendarnych Gwiezdnych wojen, którym nic nie dorówna, tak samo jak Grze o Tron, to był zły pomysł.

Świat jaki wykreowała Roth bardzo mi się spodobał i szkoda, że nie mamy okazji go lepiej poznać. Spodziewałam się przedłużenia tej historii, jednak spotkało mnie rozczarowanie, bo naprawdę nie myślałam, że ta książka się tak szybko skończy. Może i pierwsza część się według mnie niepotrzebnie ciągnęła, to druga natomiast zakończyła się zaskakująco dość szybko. Może dlatego, że bardziej mi się podobała.

Jeśli chodzi o bohaterów, to bardzo przypadła mi do gustu narracja z różnych stron. Raz narratorem była Cyra, raz Akos, ale również oprócz naszych głównych bohaterów narrację swoją dostali Eijeh, Ryzek, Cisi. Pozwala to na poznanie historii z innych perspektyw. 

Jeśli lubisz dystopię, kosmiczne przygody, to zachęcam do przeczytania tej serii. Co prawda nie jest to najlepsza książka Roth, jednak intryguje i naprawdę jet ciekawa. Polecam :) 

środa, 16 maja 2018

"Zanim zostaliśmy nieznajomymi" Renee Carlino

Kiedyś byliśmy ty i ja
Kochankowie
Przyjaciele
Zanim wszystko się zmieniło
Zanim zostaliśmy nieznajomymi
Myślisz wciąż o mnie?

Wiolonczelistka Grace i fotograf Matt spędzają razem niezwykły czas w Nowym Jorku. Miasto, które nigdy nie śpi, jest świadkiem ich młodzieńczego romansu. Żarliwe uczucie obojgu daje nadzieję na wspólną przyszłość, jednak niespodziewane rozstanie i brak kontaktu łamią kochankom serca.
Piętnaście lat później Matt i Grace spotykają się przypadkiem. Wystarczy jedno spojrzenie, a dawne uczucie wraca. Czy życiowe doświadczenia pozwolą im odnaleźć odpowiedzi na pytania, nad którymi zastanawiają się od rozstania?






Czemu sięgnęłam po tę książkę ? Może dlatego, że wydawnictwo Otwarte zazwyczaj wydaje dobre książki? Może dlatego, że miałam ochotę przeczytać jakiś romansik? A może dlatego, że książka ma ładną okładkę? Chyba przez wszystkie wymienione powody. I można by powiedzieć, że nie żałuję, bo "Zanim zostaliśmy nieznajomymi" to dobra książka, ale dla mnie niestety niczym się nie wyróżnia. 
Jest ona napisana prostym stylem i dla mnie plusem jest to, że autorka wprowadza dwuosobową narrację. Bardzo mi się to zaczęło podobać w książkach, bo dzięki temu możemy poznać, co dwie, a nie jedna osoba czuje. Jednak jeśli mam być szczera, to książka jest przeciętna. Historia miłosna Grace i Matta nie zrobiła na mnie wrażenia. A nawet czytając ją, czułam że już coś podobnego czytałam.  W tych czasach naprawdę trudno jest napisać książkę, która sprosta oczekiwaniom czytelników i zrobi dobre wrażenie. 
Zanim zostaliśmy nieznajomymi czyta się przyjemnie i dość szybko. Pewnie dlatego, że liczy ma ok 300 stron. Jak dla mola książkowego to jest lektura na jeden wieczór. I coż taka była. 
Polecam osobom na przytulny, deszczowy wieczór, by umilić sobie czas :) 

wtorek, 15 maja 2018

"Zabójczyni" Sarah J.Maas


Celaena Sardothien to najgroźniejsza zabójczyni Adarlanu. Jako członkini Gildii Zabójców przysięgła wierność swemu panu, Arobynnowi Hamelowi, ale Celaena nie słucha nikogo i ufa jedynie swojemu przyjacielowi i także płatnemu zabójcy, Samowi. W tych trzymających w napięciu opowieściach, będących wstępem do bestsellerowej serii Szklany tron, Celaena wyrusza na pięć niebezpiecznych misji. Na odległych wyspach i wrogich pustyniach zabójczyni staje po stronie uciśnionych, których mści z całą bezwzględnością. Działa jednak wbrew rozkazom Arobynna i może ponieść niewyobrażalną karę za taką zdradę.





"Zabójczyni" to książka, która składa się z czterech opowiadań - Zabójczyni i władca piratów, Zabójczyni i Czerwona Pustynia, Zabójczyni i podziemny świat oraz ostatnie - Zabójczyni i imperium Adarlanu. Ja akurat czytałam tę książkę w formie nowelek, dzięki czemu nie nadźwigałam się, gdy woziłam którąś z nich ze sobą, kursując z uczelni do mieszkania ;)  Opowiadania te to historie naszej ukochanej Caleany Sardothien sprzed serii Szklanego Tronu. A właściwie to taki jakby wstęp do niej. Szkoda tylko, że nie można tego było przeczytać przed całą serią, którą wtedy o wiele łatwiej by się czytało.
Co ja mogę powiedzieć o tych nowelkach ? Na pewno nic złego. Sarah J. Maas jest dla mnie świetną pisarką i zarówno Szklany tron, jak i Dwory pokochałam. Jestem jej ogromną fanką. Jak wielki talent trzeba mieć, żeby napisać coś tak dobrego? A jak rozwiniętą wyobraźnię ? Ale nie zbaczając z tematu, to Zabójczyni dorównuje poziomem reszty części Szklanego tronu. Czytając bardzo się cieszyłam, że mogłam chociaż na chwilę wrócić do tego świata.
Trzy części czytało mi się łatwo i przyjemnie. Wciągnęłam je w jeden dzien, a może nawet i krócej. Jeśli chodzi o czwartą, to szczerze bałam się ją czytać. Wiedziałam co się stanie - gdzie wyląduje Calaena i co się stanie z Samem. Tym gorzej, że ogromnie go polubiłam, a czytając Szklany Tron, wzmianki o nim były dla mnie niepotrzebne. Teraz wiem, że już inaczej będę na nie patrzeć. Zwłaszcza, że mam w zamiarze ponownie przejść przez całą serię. Tylko szkoda, że Maas nie pozwoliła na większe i dłuższe jego poznanie. Gdyby żył, może serce naszej Zabójczyni nie należałoby do Rowana, tylko do niego?
W tych opowiadaniach nasza bohaterka jest bardzo pewna siebie, pyskata i próżna. Trudno się dziwić, jeśli została wychowana przez Króla Zabójców. Zdecydowanie ten paskudny charakter nieco złagodnieje i zostanie utemperowany przez jej "karę", ale nadal będzie ją wyróżniał ostry język. Jednak jest ona dobrą osobą, ma dobre serce, co widać w jej postępowaniu. Tego Endovier zmienić nie mogło.
Podsumowując bardzo polecam przeczytanie fanom Szklanego tronu. Jest to właściwie dodatek obowiązkowy. Jeśli chodzi o to, czy lepiej przeczytać przed, czy po serii, to nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Osobiście wolałabym przeczytać przed całym cyklem, jednak ja przeczytałam po piątej części i nie żałuję. Akcja jest szybka, trzyma w napięciu, więc szybko się czyta. Nie umiem znaleźć minusów w tej książce, może tylko taki, że opowadania były zdecydowanie za krótkie!


sobota, 28 kwietnia 2018

"Klątwa przeznaczenia" Dubielecka Sylwia, Magoska-Suchar Monika



Arienne, młoda czarodziejka, szukając schronienia przed grożącym jej niebezpieczeństwem, postanawia zaufać Przeznaczeniu. Uzbrojona jedynie w magiczne umiejętności oraz kobiecą intuicję i spryt, przybywa do Czarnej Twierdzy, siedziby Związku- bractwa rządzonego twardą męską ręką, gdzie nie ma miejsca dla inteligentnych, uzdolnionych kobiet, takich jak ona. Zmuszona znosić liczne upokorzenia ze strony bezwstydnych Związkowców Arienne wchodzi pod protektorat jednego z najsilniejszych i najgroźniejszych z nich. Nie spodziewa się jednak, że za sprawą intrygującego, czarnowłosego mężczyzny cały jej plan się skomplikuje, zaś Los wyznaczy im wspólną misję.






    Gdy zobaczyłam pierwszy raz książkę "Klątwa przeznaczenia", to wiedziałam, że muszę ją mieć. Grube tomisko liczące około 800 stron, z cudną okładką, a do tego jeszcze polskie autorki. Który fan fantasy nie chciałby mieć takiej książki na swojej półce? Dodatkowo tyle pozytywnych recenzji na blogach i bookstagramach. Czego chcieć więcej ? No i tu pojawia się problem...
Może dobrze napisanej książki? Czegoś oryginalnego i interesującego? Naprawdę jestem rozczarowana tymi wszystkimi pozytywnymi opiniami na jej temat i zastanawiam się, co skłoniło recenzentów do ich napisania. Promocja książki osiągnęła duży sukces, tu nie mogę zaprzeczyć. Blogerzy odwalili kawał dobrej roboty, bo nie wiem, czy jest osoba, która nie słyszała o Klątwie. Jednak okładka i dobra promocja to nie wszystko.
Autorkami powieści są Monika Magoska-Suchar oraz Sylwia Dubielecka – przyjaciółki, które wydają się być naprawdę przemiłymi osobami. Nie znam pań osobiście, jednak obserwuję je na instagramie, więc sądzę, że mogę tak napisać. Ich książka zaczynała się intrygująco i niewinnie, a pomysł na fabułę wydawał się dobry. Jednak już na początku zmieniłam zdanie i wiedziałam, że będzie ciężko. Ciężko do przebrnięcia przez resztę książki. Dlaczego ? 

Nie chcę spojlerować jednak są kwestie, które muszę tu poruszyć, żeby potencjalny czytelnik wiedział, na co może się natknąć w tej książce. Arienne przybywa do Twierdzy, w której władzę nad kobietami mają meżczyźni i które właściwie są tam nikim. Jedynie spełniają funkcję służek i pań do towarzystwa. Chociaż w książce nie zostało tak to ładnie ujęte. Jest w niej dużo brutalności i jak dla mnie prymitywności.
Co skłoniło autorki do tej prymitywności? 
Tego nie wiem, ale to skłaniało mnie do rzucenia w kąt Klątwę. Nie będę owijać w bawełnę - książka opiera się głównie na przekleństwach, prostackim zachowaniu mężczyzn i na seksie. Przede wszystkim na seksie albo może „chędożeniu''?
Seks w książkach, to teraz rzecz częsta i nie jest on tematem tabu, bo przecież jest normalny dla dzisiejszego społeczeństwa. Jednak o seksie można pisać subtelnie i pięknie, bo to jest akt miłosny. Piękny akt miłosny. Ale gdy na początku lektury czyta się o gwałcie dorosłego mężczyzny na małej dziewczynce, która jest naszą główną bohaterką, a po krótkim odstępie czasu ta dziewczynka pała miłością do swojego gwałciciela, to jak można dawać książce tak dobre opinie i nazywać ją udanym debiutem literackim? Jak czytelniczki mogą to ''olać'' i czytać dalej, jak gdyby to była najnormalniejsza rzecz na świecie? Ja rozumiem, że to jest fikcja i można zmyślać, naginać prawdę oraz że w tym świecie stworzonym przez autorki, panują inne zasady, ale nie dajmy się zwariować.
Jestem naprawdę w wielkim szoku, że Arienne pozbierała się z tak traumatycznego wydarzenia po niemal tygodniu albo nawet, że w ogóle się pozbierała, bo przecież to wydarzenie mogło ją złamać psychicznie i sprawić, że będzie czuła obrzydzenie i nienawiść do swojego oprawcy, a tu czarodziejka rozmyśla nad tym , że jest on przystojny i już niedługo, daje się „wychędożyć” w alkowie i żeby to tylko raz, bo przecież to jest na porządku dziennym w Twierdzy. A jeszcze bardziej mnie zdumiało, że autorki jako kobiety, zdecydowały się tak trudny i wielki problem, jakim jest GWAŁT, opisać w taki sposób i zrobić z tego żart. 

Dla mnie ta cała historia jest żartem i to niesmacznym.

To na starcie dyskwalifikowało książkę i zaczęłam żałować, że zdecydowałam się na jej kupno. Klątwa przeznaczenia jest książką fantasy i romansem jednocześnie, bo głównie opiera się na wątku miłosnym Severa i Arienne. Właściwie autorki skupiły się najbardziej na opisie rozwijającego się ich ''uczucia” oraz na opinii innych bohaterów o tej parze, którzy mówili
jaka to nasza bohaterka jest młodziutka i malutka, a jakie to Severo ma wielkie przyrodzenie …..
Nic dodać, nic ująć. 

Książka napisana jest prawie cała w tym stylu, który uważam za słaby. Dodatkowo narracja jest pomieszana, co mi się nie podobało, gdyż wprowadziło to dla mnie niepotrzebny chaos w czytaniu. Mam wrażenie, że styl został niedopracowany i nieprzemyślany. Może to ja jestem niedojrzała, choć uważam, że mój wiek raczej tego nie potwierdza, albo może mój gust literacki jest niepoprawny i się nie znam, ale dla mnie ta książka po prostu nie ma w sobie klasy i jest niestety kitem. Nie wszyscy będą się zgadzać z moją opinią, jestem tego pewna, że nawet większa część recenzentów się ze mną nie zgodzi, jednak to moja opinia i osobiście nie polecam książki.


czwartek, 29 marca 2018

"Diabolika", S.J.Kincaid

"Diaboliki nie znają litości.
Diaboliki są silne.
Ich przeznaczeniem jest zabijać w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
Nic więcej się nie liczy.

Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.

Służę córce senatora, Sydonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.

Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką. Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?  " 





"Diabolika" to jedna z wielu książek fantasy dla młodzieży, które miałam przyjemność czytać. Nie będę kłamać pisząc, że ta akurat jest wyjątkowa, fascynująca i oryginalna, bo zdecydowanie nie jest. Moim zdaniem jest ciekawa, wciągająca i mile się ją czyta. Właściwie jest bardzo ciekawa, bo przeczytałam ją w jeden wieczór. Początkowo byłam zawiedziona  dowiedziawszy się, że Nemezis jest w pewnym rodzaju "maszyną", wykreowaną do ochrony człowieka, ważniejszego od niej, bo tak szczerze, to wolimy, żeby bohater był  kimś wyjątkowym i tu się nie zawiodłam, bo nasza tytułowa diabolika taka się okazała. Już po kilkudziesięciu stronach akcja gwałtownie nabiera tempa i właściwie nie ustaje, aż do końca książki. Jeśli chodzi o bohaterów to oczywiście są ci źli, ci dobrzy, a główna bohaterka bardzo przypadła mi do gustu. Podsumowując to książka mile mnie zaskoczyła, bo spodziewałam się wielkiego rozczarowania, ale jego nie zaznałam. Z niecierpliwością, aż druga część zostanie przetłumaczona na polski, bo jestem bardzo ciekawa, jak potoczy się dalszy los naszej Diaboliki :) 

wtorek, 12 grudnia 2017

"Dwór skrzydeł i zguby" Sarah J. Maas

Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat.
W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.






   W końcu doczekałam się ostatniej części mojej ulubionej serii.  Czekałam na nią i czekałam. Z jednej strony bardzo chciałam już ją dorwać i dowiedzieć się, co czeka moich ukochanych bohaterów, ale z drugiej strony świadomość, że to już będzie koniec ich przygód bardzo mnie smuciła. Ale gdy dostałam ją od wydawnictwa Uroboros, za co ogromnie dziękuję, to od razu wzięłam się do czytania. Trochę długo zajęło mi jej przeczytanie, bo jednak na farmacji mam dużo do nauki i ciężko znaleźć dłuższą chwilę, w której mogę poczytać bez przerywania,ale w końcu po, aż trzech tygodniach ją skończyłam. 


Jestem wielką fanką pani Maas i uwielbiam każdą część Dworów. Ze zniecierpliwieniem przekładałam kartki, by dowiedzieć co dalej się stanie. Byłam lekko rozczarowana, gdyż myślałam, że będzie więcej się działo w tej części. Chociaż trudno wyobrazić sobie książkę, która liczy ponad 800 stron, w której ciągle coś się dzieje.  Autorka jak dla mnie stonowała akcję, by pod koniec przyprawić nas o sporą dawkę emocji. Nie można się tu nudzić.  Za każdym razem, gdy myślałam, że wiem co się stanie, działo się coś zupełnie innego i nieprzewidywalnego. Za to kocham Maas. Za jej nieprzewidywalność i cudowny kunszt pisarski. 

Jeśli chodzi o bohaterów książki, to uwielbiam chyba ich wszystkich. Oczywiście oprócz tych złych, ale przecież muszą być i czarne charaktery. Feyra i Rhysand to wspaniała para i czasami myślę, czy może nie trochę zbyt wyidealizowana i mówię tu o słowach tak pięknych, które Rhys wypowiadał do swojej towarzyszki. Jednak mimo tego, to moje ulubione postacie książkowe. W głowie mi się nie mieści, jak bardzo się kochają i są zdolni do poświęceń dla siebie i swoich przyjaciół. W tej części Maas również kupiła się na Mor, Azrielu, Kasjanie, co mnie bardzo ucieszyło.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to moje rozczarowanie w związku z Lucienem. A właściwiejego braku. Myślałam, że autorka skupi się bardziej na więzi pomiędzy nim, a Elainą,a niestety jego wysłała na misję, przez którą nie ma go przed ponad połowę książki, a co do Elainy.. Skupiła się na jej rozpaczaniu po narzeczonym. Chciałam, żeby to potoczyło się troszkę w inny sposób, jednak to nie ja jestem autorką. 
Jak sami widzicie nie mogę powiedzieć złego słowa o tej serii, bo jestem jej niezmierną fanką. Co prawda są pewne niedociągnięcia, jak w każdej książce ( do czegoś zawsze można się doczepić), ale ja widzę same plusy. Jest mi przykro,  że to już koniec mojej historii z Prythianem i jego mieszkańcami, ale cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. 


   Bardzo polecam przeczytanie. Tych, którzy czytali poprzedniczki chyba nie muszę zachęcać, jednak tym, którzy jeszcze nie zaczęli swojej historii z Feyrą i Rhysandem, polecam sięgnąć po pierwszą część ;) 



Dziękuję bardzo wydawnictwu Uroboros za egzemplarz recenzencki!

"Trzy razy ty" Federico Moccia

Kontynuacja bestsellerowej powieści "Trzy metry nad niebem". Co stało się z tym skłóconym z całym światem chłopakiem, z zabijaką...